Jednak Rafael?

February 23rd, 2009

Dr Zdzisław Jedynak odczytał napis na rewersie rysunku, którego autorem jest najprawdopodobniej Rafael. Rysunek należy do zbiorów Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach. O odnalezieniu tego arcydzieła pisaliśmy już w grudniu ubiegłego roku. Teraz okazuje się, że osoba sporządzająca opis, ponad sto lat temu, na rewersie rysunku była przekonana, że jest to autentyk.

Wczoraj rozmawialiśmy z dr Zdzisławem Jedynakiem, historykiem z Archiwum Państwowego w Katowicach. To on odkrył, że ledwie czytelny napis nie jest — jak mniemano wcześniej — sporządzony po niemiecku, ale po niderlandzku i pochodzi z końca XIX w. lub początku wieku XX. Oto jego treść: „To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”, a u dołu karty podpis — „Raffael d`Urbino”.

Już w tamtym roku wiadomo było, że papier, na którym jest rysunek, jest włoski i pochodzi z czasów Rafaela. Świadczą o tym m.in. znak wodny i biel wykorzystana do cieniowania rysunku. Prace nad tym prowadzili naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Badaczy zmylił jednak ślad, świadczący o tym, że na starej kresce ktoś wykonał drugą — poprawiając blaknący szkic. Wykazały to badania w podczerwieni i ultrafiolecie. Z powodu tej podwójnej kreski niektórzy eksperci powątpiewali w autentyczność rysunku. Dziś, dzięki pracy dr Jedynaka mamy kolejny dowód na autorstwo Rafaela.


Dr Zdzisław Jedynak:

Od kilku lat zarówno znawców sztuki fascynuje tajemniczy szkic do jednego z arrasów watykańskich, przedstawiającego scenę wręczenia kluczy św. Piotrowi przez Chrystusa.

Wiadomo, że arrasy te powstały według projektu Rafaela. W Muzeum Wiktorii i Alberta (Victoria and Albert Museum) w Londynie zachowały się kartony wykonane przez uczniów Rafaela (zwłaszcza Giulio Romano), według których warsztat w Brukseli wykonał słynne arrasy do Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Rysunek Rafaela, przedstawiający tę scenę w całości, i szkic głowy jednego z apostołów zachowały się w Luwrze w Paryżu.

Rysunki te należały w I połowie XVIII wieku do Filipa, księcia Orleanu, francuskiego następcy tronu. Dzieła sztuki znajdujące się zarówno w zbiorach królewskich (w Luwrze), jak też w pałacu następcy tronu, zostały opublikowane w postaci przerysów, bo innej możliwości oczywiście wówczas jeszcze nie było, przez Crozat. Egzemplarz tej książki (z dawnych zbiorów Sołtyka) posiada Biblioteka Jagiellońska w Krakowie. Nie ma więc wątpliwości, że obydwa rysunki z Paryża są autentycznymi szkicami Rafaela.

Dzięki uprzejmości Dominika Cordellier, który wydał katalog znajdującej się tam grafiki i rysunków włoskich, otrzymałem ich kopie. Wyraził on również swoją opinię na temat szkicu katowickiego na podstawie przesłanej mu reprodukcji. Sądzi on mianowicie, że szkic katowicki jest dawną kopią (trudno powiedzieć jak dawną) rysunku paryskiego.

Szkic katowicki jest obecnie przedmiotem badań naukowych w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sądzę, że mój artykuł będzie małym przyczynkiem do ustalenia okoliczności powstania i sprowadzenia do Katowic tego fascynującego rysunku.

Dzięki uprzejmości ks. dr Henryka Pyki otrzymałem fotografię zarówno awersu jak też rewersu tego szkicu. Chcę tutaj zwrócić uwagę na napis na rewersie. Ponieważ mam dużą wprawę w odczytywaniu dawnych tekstów, a zwłaszcza niemieckich sporządzonych pismem zwanym u nas neogotykiem, postanowiłem podjąć się odczytania napisu na odwrocie szkicu. Początkowo wydawało mi się, że jest on po niemiecku. Kształt napisu wskazuje na czas powstania od końca XIX do pierwszej ćwierci XX wieku. Napis umieszczono po zdublowaniu szkicu płótnem.

Jednak po szczegółowej analizie kształtu poszczególnych liter napisu i porównaniu wyrazów w słowniku okazało się, że treść napisu jest wprawdzie identyczna, ale tekst został sporządzony nie po niemiecku, lecz w najbardziej do niego podobnym języku, to znaczy po niderlandzku. Brzmi on bowiem następująco: „Dat is de original Techening, wat was print bij Crosat – XL, pag. 16”. („To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”). U dołu tą samą ręką napisano, aby nie było wątpliwości, kto jest autorem drugostronnego szkicu: „Raffael d`Urbino”.

Języki niemiecki i niderlandzki są do siebie tak podobne, jak polski do czeskiego czy słowackiego. Dawniej język ten określano holenderskim, ale ponieważ jest on używany także w Belgii, gdzie określano go jako flamandzki, przyjęto jedną nazwę – „niderlandzki”. Słusznie, ponieważ Niderlandy tworzyły od średniowiecza wspólny kraj, a podział na Belgię i Holandię dokonany w wyniku wojen religijnych w XVI i XVII wieku był w dużym stopniu sztuczny. Aby nie używać nazwy „holenderski” w odniesieniu do Belgii, gdzie znaczącą rolę odgrywał francuski, stosowano sztuczną nazwę „flamandzki”, a jest to tylko dialekt niderlandzkiego.

Podsumowując można więc stwierdzić, że katowicki rysunek trafił tutaj poprzez Holandię, bo raczej nie przez Belgię, gdzie napis byłby wykonany przypuszczalnie po francusku.

Autor artykułu: (man)

Szkic Rafaela

February 23rd, 2009

Szkic, który znajduje się w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach, najprawdopodobniej został wykonany przez Rafaela!

Od kilku lat zarówno znawców sztuki fascynuje tajemniczy szkic do jednego z arrasów watykańskich, przedstawiającego scenę wręczenia kluczy św. Piotrowi przez Chrystusa.

Wiadomo, że arrasy te powstały według projektu Rafaela. W Muzeum Wiktorii i Alberta (Victoria and Albert Museum) w Londynie zachowały się kartony wykonane przez uczniów Rafaela (zwłaszcza Giulio Romano), według których warsztat w Brukseli wykonał słynne arrasy do Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Rysunek Rafaela, przedstawiający tę scenę w całości, i szkic głowy jednego z apostołów zachowały się w Luwrze w Paryżu.

Rysunki te należały w I połowie XVIII wieku do Filipa, księcia Orleanu, francuskiego następcy tronu. Dzieła sztuki znajdujące się zarówno w zbiorach królewskich (w Luwrze), jak też w pałacu następcy tronu, zostały opublikowane w postaci przerysów, bo innej możliwości oczywiście wówczas jeszcze nie było, przez Crozat. Egzemplarz tej książki (z dawnych zbiorów Sołtyka) posiada Biblioteka Jagiellońska w Krakowie. Nie ma więc wątpliwości, że obydwa rysunki z Paryża są autentycznymi szkicami Rafaela.

Dzięki uprzejmości Dominika Cordellier, który wydał katalog znajdującej się tam grafiki i rysunków włoskich, otrzymałem ich kopie. Wyraził on również swoją opinię na temat szkicu katowickiego na podstawie przesłanej mu reprodukcji. Sądzi on mianowicie, że szkic katowicki jest dawną kopią (trudno powiedzieć jak dawną) rysunku paryskiego.

Szkic katowicki jest obecnie przedmiotem badań naukowych w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sądzę, że mój artykuł będzie małym przyczynkiem do ustalenia okoliczności powstania i sprowadzenia do Katowic tego fascynującego rysunku.

Dzięki uprzejmości ks. dr Henryka Pyki otrzymałem fotografię zarówno awersu jak też rewersu tego szkicu. Chcę tutaj zwrócić uwagę na napis na rewersie. Ponieważ mam dużą wprawę w odczytywaniu dawnych tekstów, a zwłaszcza niemieckich sporządzonych pismem zwanym u nas neogotykiem, postanowiłem podjąć się odczytania napisu na odwrocie szkicu. Początkowo wydawało mi się, że jest on po niemiecku. Kształt napisu wskazuje na czas powstania od końca XIX do pierwszej ćwierci XX wieku. Napis umieszczono po zdublowaniu szkicu płótnem.

Jednak po szczegółowej analizie kształtu poszczególnych liter napisu i porównaniu wyrazów w słowniku okazało się, że treść napisu jest wprawdzie identyczna, ale tekst został sporządzony nie po niemiecku, lecz w najbardziej do niego podobnym języku, to znaczy po niderlandzku. Brzmi on bowiem następująco: „Dat is de original Techening, wat was print bij Crosat – XL, pag. 16”. („To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”). U dołu tą samą ręką napisano, aby nie było wątpliwości, kto jest autorem drugostronnego szkicu: „Raffael d`Urbino”.

Języki niemiecki i niderlandzki są do siebie tak podobne, jak polski do czeskiego czy słowackiego. Dawniej język ten określano holenderskim, ale ponieważ jest on używany także w Belgii, gdzie określano go jako flamandzki, przyjęto jedną nazwę – „niderlandzki”. Słusznie, ponieważ Niderlandy tworzyły od średniowiecza wspólny kraj, a podział na Belgię i Holandię dokonany w wyniku wojen religijnych w XVI i XVII wieku był w dużym stopniu sztuczny. Aby nie używać nazwy „holenderski” w odniesieniu do Belgii, gdzie znaczącą rolę odgrywał francuski, stosowano sztuczną nazwę „flamandzki”, a jest to tylko dialekt niderlandzkiego.

Podsumowując można więc stwierdzić, że katowicki rysunek trafił tutaj poprzez Holandię, bo raczej nie przez Belgię, gdzie napis byłby wykonany przypuszczalnie po francusku.

Autor artykułu: Zdzisław Jedynak

Dość głupiej śmierci!

February 23rd, 2009

Zabójcza prędkość, niewłaściwe wyprzedzanie, zmęczenie kierowcy – to wspólny mianownik ostatnich wypadków drogowych, którymi żyła cała Polska.

Przypomnijmy: w piątek w wypadku autokaru zginęło kilkanaście osób, w sobotę rozbiła się Otylia Jędrzejczak. Kilka dni wcześniej Polską wstrząsnęła informacja o śmierci w wypadku drogowym siatkarza Arkadiusza Gołasia, a na Śląsku zginął kandydat na prezydenta, związkowiec Daniel Podrzycki.

Polska jest na pierwszym miejscu pod względem ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Unii Europejskiej. W Polsce na 100 wypadków ginie 11 ludzi, zagrożenie na drodze jest dwukrotnie większe, niż w każdym innym europejskim kraju!

– Musimy sobie zdać sprawę, że to nie tylko stan dróg wpływa na koszmarne statystyki, a również błędy naszych kierowców – mówi podisnpektor Grzegorz Tabinowski z wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Na Śląsku statystyki nie odstają od średniej krajowej. Od stycznia do września było w naszym regionie 3811 wypadków, zginęło w nich 231 osób.

Bruksela zobowiązała nasz rząd, by do 2010 roku doprowadzić do znacznego ograniczenia liczby wypadków i ofiar śmiertelnych. O tym, że to możliwe, dowodzi przykład m.in. Francji, która w ciągu minionych 30 lat ograniczyła liczbę ofiar śmiertelnych wypadków aż ośmiokrotnie. Tamtejsi eksperci są zgodni: sukces był możliwy dzięki… ucywilizowaniu zachowania kierowców.

Do tragicznego wypadku doszło wczoraj na ulicy Oświęcimskiej w Mysłowicach. – Jadący w stronę Oświęcimia opel vectra zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka minibusem linii Katowice-Mysłowice. Zginął kierowca samochodu osobowego – poinformował na miejscu zdarzenia nadkomisarz Zbigniew Mulczyk, naczelnik sekcji ruchu drogowego z Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.

Policjanci będą wyjaśniać przyczyny wypadku, ale wstępna ocena i zeznania świadków wskazują, że przepisy złamał kierowca opla. 24-latek zjechał na przeciwległy pas ruchu, przejeżdżając podwójną linię ciągłą. W wyniku zderzenia z minibusem kierowca samochodu osobowego zginął na miejscu. Wskazówka licznika w oplu zatrzymała się na 90 km/h. – To teren zabudowany, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę – komentuje Mulczyk.

Do zdarzenia doszło kilka minut po godz. 15.00. – Jechałem akurat do pracy autobusem linii 149. Nagle autobus gwałtownie zahamował. Widać już było, że na drodze w kierunku Katowic zdarzył się wypadek. Kierowca wypuścił nas natychmiast z autobusu. Na środku jezdni stał całkowicie sprasowany z przodu biały samochód osobowy, zobaczyłem ciało kierowcy, dosłownie wgniecione w silnik. Na trotuarze stał duży, niebieski mikrobus z rozbitym bokiem maski. Pasażerów już nie było. Widocznie wcześniej bardzo szybko zabrało ich pogotowie. Na jezdni było pełno szkła z powybijanych szyb – opowiada Maciej Szczepka, który zjawił się na miejscu wypadku chwilę po zderzeniu samochodów. – Zaraz przyjechało pogotowie, policja i straż pożarna. Strażacy próbowali otwierać przednie drzwi opla przy pomocy haka i liny.

Ranny pasażer opla oraz kierowca i 9 pasażerów minibusa zostali przewiezieni do Szpitala nr 2 w Mysłowicach. Nikt nie znajdował się w ciężkim stanie. Ranni mieli złamane kończyny i inne obrażenia ciała.


Grzechy główne polskich kierowców

  • przekraczanie dozwolonej prędkości
  • niestosowanie się do znaku zakazu wyprzedzania
  • przekraczanie linii podwójnej ciągłej
  • jazda bez pasów bezpieczeństwa
  • niestosowanie się do sygnałów świetlnych
  • wyprzedzanie na przejściach dla pieszych i bezpośrednio przed nimi
  • niestosowanie się do zakazu zatrzymywania lub postoju
  • jazda pod wpływem alkoholu według danych komendy głównej policji

  • Przemawiamy do wyobraźni i… kieszeni

    Rozmowa z asp. szt. Jackiem Pytlem z zespołu prasowego Śląskiej Komendy Policji w Katowicach

    DZ: W ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do serii niebezpiecznych wypadków. To tragiczny zbieg okoliczności?

    JP: Wpływ na to mogła mieć pogoda. Zaczęła się jesień, a więc warunki atmosferyczne diametralnie się zmieniły. Nie chodzi tylko o to, co dzieje się na zewnątrz samochodu: mgły, śliska jezdnia, deszcze. Pogarsza się także samopoczucie i kondycja kierujących. Wolniej reagujemy na nagłe sytuacje, jesteśmy mniej ostrożni. Naciskamy na pedał gazu, nie pamiętając o wydłużonej podczas słoty drodze hamowania.

    DZ: W ciągu ostatniego roku na naszych drogach pojawiło się wiele używanych samochodów, sprowadzonych z zagranicy. Ich stan techniczny przeważnie nie jest najlepszy. Jaki to ma wpływ na liczbę wypadków?

    JP W 2004 roku na polskich drogach doszło do ponad 51 tysięcy wypadków. Rannych w nich zostało 64.661 osób. Liczba zabitych przekroczyła 5700 osób. Rok wcześniej w wypadkach zmarło 5.640 osób. Od 1997 roku do 2003 liczba wypadków systematycznie malała. Podobnie – rannych i zabitych. W 2004 i 2005 roku te przerażające dane statystyczne niestety zaczęły piąć się w górę. Dzieje się tak między innymi dlatego, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej zaczęły do nas napływać dziesiątki tysięcy samochodów z zagranicy. Są tanie, ale też niebezpieczne.

    DZ: Czy policja ma pomysł na ograniczenie liczby wypadków? Dzięki akcjom profilaktycznym udało się to m.in. we Francji.

    JP Zaczynamy od wychowywania i rozmawiania z dziećmi w przedszkolach i szkołach. Na Śląsku te placówki odwiedza nasza garnizonowa maskotka Sznupek. Dzieci są uczone m.in. jak zachowywać się na drogach. Pracujemy także nad obecnymi uczestnikami ruchu drogowego. Organizowane są cykliczne akcje mające zwiększyć bezpieczeństwo podczas powrotów z długich weekendów, wakacji. Trwa właśnie akcja mająca zmusić kierowców i pasażerów do zapinania pasów. Oporni płacą mandaty i dostają punkty karne. Przygotowujemy się do corocznej akcji „Znicz”, łapiemy pijanych kierowców. Oprócz tego w telewizji i na bilboardach wielokrotnie pokazywano drastyczne zdjęcia z wypadków drogowych. Mamy nadzieję, że to podziała na wyobraźnię kierowców.


    Dlaczego polskie drogi są tak niebezpieczne, jak zmniejszyć zagrożenie – czekamy na Państwa opinie: j.bombor@dz.com.pl

    Autor artykułu: Jacek Bombor, Aldona Minorczyk – Cichy

    Mysłowice kontra Katowice

    July 24th, 2002

    Jednym z najlepszych zespołów turnieju jest siedmioosobowa drużyna o dźwięcznej nazwie FC ,Wągliki”.

    Klub Sportowy ,Kolejarz 24″ postanowił, że otworzy swoje boiska dla chłopców, którzy lubią kopać piłkę i nie wyjeżdżają na wakacje. Codziennie od godz. 13 do 16 trwa tu turniej dzikich drużyn, czyli podwórkowych, stworzonych na czas letniej rywalizacji. Często ich skład ulega zmianie, bowiem niektórzy zawodnicy wyjeżdżają na wakacje, a inni wracają. Do tej pory w meczach turniejowych wzięło udział 170 zawodników.

    - Staraliśmy się rozpropagować naszą akcję, aby młodzież nie wyjeżdżająca na wakacje poza miasto mogła na sportowo spędzać czas. W sierpniu rozpoczynamy już normalne treningi, ale będzie można przyjść i pograć w piłkę nożną. Podsumujemy tę akcję pod koniec sierpnia, najprawdopodobniej organizując festyn. Na pewno będą też nagrody dla najlepszych – wyjaśnia Marek Szczerbowski, prezes klubu sportowego ,Kolejarza 24″ w Katowicach.

    Dzikie drużyny zwykle rozgrywają swoje mecze na połowie normalnego boiska w systemie pucharowym. Do historii tego turnieju przejdą mecze, które przez trzy kolejne dni rozegrała czołowa drużyna FC ,Wągliki” z zespołem z Mysłowic ,Wulc”. Goście byli w składzie: Jacek Kedra, Daniel Pułernicki, Tomasz Siudek, Józef Nocoń, Mateusz Trąbczyński i Łukasz Puterniak. Natomiast FC ,Wągliki” wystąpiły w składzie: Rafał Janosz, Dawid i Rafał Bury, Przemysław, Łukasz oraz Dariusz Stępniowie i Krzysztof Michalski.

    - Pierwszego dnia, po ostrej walce, ,Wągliki” wygrały 3:2. Na drugi dzień goście wzięli sobie za punkt honoru wygrać to spotkanie i 10:5 pokonali nasz zespół. Jednak następnego dnia mysłowiczanie nie mieli już szans i przegrali z ,Wąglikami” 4:11. W sumie trzydniowa rywalizacja między naszym najlepszym zespołem w turnieju a zawodnikami z Mysłowic zakończyła się rezultatem 2:1 dla piłkarzy z Józefowca – wyjaśnia instruktor Roman Cherdzin.

    Przypomnijmy, że za udział w turnieju nie trzeba płacić i każdy zespół może przyjść na boisko ,Kolejarza 24″, aby zagrać mecz z kolegami z podwórka. Do najczęściej grających tu zespołów należą oprócz FC ,Wąglików” także ,Smerfy”, FC ,Wełnowiec”, WNC oraz ,Cukry”.

    - Teraz mamy lekki zastój, bo od kilku dni zwykle przychodzi na boisko tylko kilku przypadkowych chłopaków, których muszę podzielić na dwie drużyny i którzy grają przez godzinę. Choć nie wszystko im wychodzi, to w naszym turnieju liczą się dobre chęci. Lepiej, żeby przyszli do nas i trochę pograli w piłkę, niż siedzieli w domu i patrzyli na filmy lub grali na komputerze. Latem trzeba zażywać dużo ruchu – dodaje instruktor Cherdzin.

    Turniej dzikich drużyn jest tak pomyślany, aby była to dobra zabawa dla młodych piłkarzy, więc zamiast nudzić się pod blokiem powinni zajrzeć na boisko do ,Kolejarza 24″.

    Autor artykułu: (BL)

    Muzyka myśliwych

    July 24th, 2002

    Na terenie Śląska działa od sześciu lat Zespół Sygnalistów Myśliwskich, który składa się z dziewięciu muzyków. Trudno uwierzyć, ale na rogu można zagrać oprócz wszystkich sygnałów wykorzystywanych na polowaniach także skomplikowane melodie.

    - Rogi myśliwskie są instrumentami, na których można wygrywać tylko melodie skomponowane z całych tonów. Jednak i tak mamy w naszym repertuarze ponad 60 utworów, które zwykle rozpisujemy na 5 głosów – wyjaśnia Henryk Chmiel, jeden z muzyków.

    Zespół tworzą myśliwi ze Śląska i pracownicy nadleśnictw w Pszczynie i Jajostach. Grają tu: Henryk Chmiel, Piotr Kasprzyk, Paweł Mazur, Witold Wrągiel, Wojciech Wyleżuch, Robert Piętoń, Marek Czech i Tomasz Rybacki. Natomiast dyryguje nimi Ryszard Noras, który jest myśliwym i księdzem w parafii pw. św. Jagwigi w Chorzowie. Spotykają się na próbach raz w tygodniu i ćwiczą przez dwie godziny. Zespół posiada trzy rogi typu ,porforce” i sześć marki ,pless”. Instrumenty muzyczne nie należą do tanich, z rogami jest podobnie.

    - Dobry róg myśliwski typu ,pless” kosztuje około 1,5 tys. zł, natomiast ,porforce” trzy razy tyle. Na pierwszy rzut oka wydaje się niezbyt skomplikowanym instrumentem, ale trzeba się na nim uczyć grać przynajmniej przez trzy lata. Po takim okresie i przy dużym zaangażowaniu muzyka, można już grać proste melodie i sygnały porozumiewawcze na polowaniu. Trzeba umieć pracować przeponą i dobrze układać usta, by wydobyć z rogu właściwy dźwięk – dodaje Chmiel.

    Zespół Sygnalistów Myśliwskich występuje na wszystkich imprezach organizowanych przez Polski Związek Łowiecki, a także gra na weselach i pogrzebach. Gości również na przeglądach i festiwalach, a jeden z muzyków, Piotr Kasprzyk zdobył tytuł Mistrza Polski Sygnalistów Łowieckich. Zespół do tej pory korzystał z gościnności Nadleśnictwa Pszczyna – tu miał swój pokój ćwiczeń, ale sytuacja może ulec zmianie.

    - Mówi się o likwidacji nadleśnictwa i jeżeliby do tego doszło, to musielibyśmy sobie poszukać innego opiekuna. Mam nadzieję, że weźmie nas w opiekę inne nadleśnictwo na Śląsku. Mamy spore osiągnięcia artystyczne i prawdopodobnie we wrześniu pojedziemy z ekspozycją akcesoriów myśliwskich z pałacu w Pszczynie na wystawę do Czech i będziemy tam grać – dodaje Henryk Chmiel.

    Autor artykułu: (BL)

    Policjant statystyczny i świąteczny

    July 24th, 2002

    W Katowicach nad bezpieczeństwem 330 tys. mieszkańców czuwa 971 policjantów. Największą grupę stanowią wśród nich dzielnicowi; 97 funkcjonariuszy pracuje w 11 rewirach. W komendzie działają również wydziały ruchu drogowego, prewencji, kryminalny, przestępczości gospodarczej i zajmujący się zwalczaniem przestępstw związanych z handlem i produkcją narkotyków. Komenda posiada patrol motorowy, rowerowy, a ostatnio policjanci otrzymali na wyposażenie motorowery. Natomiast niebezpieczne dzielnice patroluje kompania interwencyjna.

    Miasto jest podzielone między sześć komisariatów. Pierwszy obejmuje swoim zasięgiem Śródmieście, Załęże, Zawodzie i osiedle Paderewskiego, a policjanci z II Komisariatu działają na terenie Koszutki, Wełnowca, Józefowca, Dąbu i osiedla Tysiąclecia. III Komisariat zajmuje się południowymi dzielnicami: Ligotą, Panewnikami, Brynowem i Załęską Hałdą, Załężem i os. Witosa. ,Czwórka” opiekuje się Piotrowicami, Ochojcem, Zarzeczem, Podlesiem, Kostuchną, Murckami, w części Giszowcem i Brynowem. Policjanci z V Komisariatu działają na terenie Szopienic, Dąbrówki Małej, Bogucic, Zawodzia, Janowa, Nikiszowca i Giszowca. Natomiast ,szóstka” opiekuje się dworcem PKP.

    - Zarobki policjantów nie należą do wysokich. Przychodzący do pracy funkcjonariusz zarabia 980 zł netto miesięcznie. Później w miarę upływu lat służby i kolejnych awansów pensja rośnie – wyjaśnia kom. Magdalena Szymańska-Mizera, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

    Z okazji Święta Policji funkcjonariusze podczas uroczystej akademii otrzymają 19 awansów na kolejne stopnie oficerskie, 82 na aspirantów, a 68 na podoficerów. Dziś także 20 najlepszych policjantów z poszczególnych wydziałów otrzyma nagrody pieniężne za dobrą pracę.

    - Fundatorem nagród jest prezydent Katowic. Wyróżnieni policjanci za swoje osiągnięcia w pracy otrzymają po ok. tysiąc złotych. Dla funkcjonariuszy jest to ważne, że ich wysiłki są doceniane – wyjaśnia mł. inspektor Mirosław Cygan z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

    W związku z obchodami Święta Policji funkcjonariusze przygotowali dla mieszkańców wiele atrakcji na katowickim Rynku. Początek imprezy zaplanowano na godz. 11.30. Zostaną rozstawione namioty i stoiska, w których będą czekać na mieszkańców kierownicy rewirów dzielnicowych. Funkcjonariusze będą informować o akcjach prewencyjnych oraz rozdawać ulotki z numerami telefonów do dzielnicowych i do oficerów dyżurnych poszczególnych komisariatów.

    Na Rynku pojawią się też policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego. Mieszkańcy będą mogli zobaczyć specjalistyczne samochody, patrol motocyklowy oraz rowerowy. Pojawi się kompania interwencyjna z całym arsenałem oraz z ekwipunkiem służbowym. Natomiast o godz. 12 st. posterunkowy Damian Maciejczyk z Orkiestry Reprezentacyjnej KMP zagra hejnał Katowic, a następnie odbędzie się godzinny koncert. Impreza potrwa do godz. 13.30.

    Autor artykułu: (BL)

    Złoto i brąz

    July 22nd, 2002

    Siatkarski duet Paweł Rusek i Marcin Wika z RMKS-u Rybnik zdobył złoty medal w mistrzostwach Polski juniorów w siatkówce plażowej. Mistrzostwa trwały od 16 do 18 lipca na kąpielisku Słupna w Mysłowicach. Prócz siatkarzy z Rybnika, Śląsk na turnieju reprezentowała jeszcze drużyna z Dąbrowy Górniczej.

    W drodze po złoty medal Paweł Rusek i Marcin Wika pokonali pięć zespołów. We wszystkich spotkaniach nie stracili nawet jednego seta. Najpierw bardzo wysoko wygrali z Romanem Rudzińskim i Jarkiem Walczakiem z klubu Stoczniowiec Gdańsk. W kolejnym spotkaniu pokonali Mateusza Pietrusiewicza i Tomasza Pszczółkowskiego z AZS-u Olsztyn. W trzecim meczu rybniczanie trafili już na faworytów mistrzostw Pawła Nalikowskiego i Łukasza Jurkoicia z klubu Joker Piła. Nasi zawodnicy również wygrali wynikiem 2:0. W kolejnym spotkaniu pokonali duet z Dąbrowy Górniczej, a w finale wygrali z parą Kamil Łyczko i Sebastian Pęcherz z klubu Joker Piła.

    - Paweł Rusek został ponadto wybrany najlepszym zawodnikiem mistrzostw – mówi Lech Kowalski z RMKS-u Rybniku.
    W Mysłowicach bardzo dobrze poradziły sobie też rybniczanki. Aleksandra Hecht i Natalia Musz reprezentują klub Grom Rybnik. W meczu o wejście do półfinału dziewczęta pokonały Magdalenę Saad i Dorotę Wesel z ŁKS-u Łódź. Następnie przegrały wynikiem 2:0 z Julią Jurczyk i Beatą Kowalewską z UKS-u 18 Szczecin.

    - Pojedynek o trzecie miejsce był niezwykle dramatyczny. Nasze zawodniczki stanęły naprzeciw pary Monika Stan i Marta Wankiewicz. Rybniczanki przegrały pierwszego seta. W drugim również przegrywały 3:0. Potem jednak zaczęły sukcesywnie odrabiać straty. Wygrały dwa kolejne sety i tym samym zdobyły brąz. Zawodniczki bardzo się cieszyły z sukcesu – opowiada Lech Kowalski.

    Po imprezie Aleksandra Hecht została powołana do kadry Polski juniorek. Ma nawet szanse na występ na mistrzostwach świata.

    Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

    Miasto w kadrze

    July 22nd, 2002

    Ośrodek Kultury Filmowej organizuje konkurs na amatorski film wideo “Częstochowa w kadrze”. To już trzecia edycja konkursu. Jest on przeznaczony wyłącznie dla amatorów. Nie mogą brać w nim udziału zawodowi twórcy, absolwenci i studenci szkół filmowych oraz inne osoby związane z realizacją filmu.

    - Tematyka filmów konkursowych jest dowolna w ramach hasła “Częstochowa w kadrze”. Zależy nam na uzyskaniu oryginalnych, autorskich wypowiedzi na temat naszego miasta i życia mieszkańców – mówi Małgorzata Stasikowska-Lis, kierownik Ośrodka Kultury Filmowej w Częstochowie. – Dopuszczalne są różne formy wypowiedzi: fabuła, dokument, reportaż, reklama, wywiad, impresja, teledysk, pastisz itp.
    Prace spełniające warunki konkursu oceni jury powołane przez organizatorów. Autorzy filmów będą rywalizować o tytuł Grand Prix “Kadr 2002″ oraz nagrody rzeczowe.

    - Film zgłaszany do konkursu musi być zrealizowany techniką wideo w systemie VHS – informuje Małgorzata Stasikowska-Lis. – Czas projekcji nie może przekraczać 10 minut.
    Wymagana jest czołówka filmu: tytuł i nazwisko reżysera. Kaseta wideo ma być opatrzona opisem zawierającym tytuł i czas filmu oraz nazwisko autora.

    Kartę uczestnictwa z filmem należy dostarczyć osobiście lub przesyłką do 18 października tego roku pod adresem: Ośrodek Kultury Filmowej, Al. Najświętszej Maryi Panny 64, 42-200 Częstochowa. Karty uczestnictwa będą wydawane do 15 października br. Jeden autor może zgłosić maksymalnie dwa filmy. Szczegółowych informacji udziela biuro OKF-u, tel. 324-60-58.

    W ubiegłorocznej edycji konkursu zwyciężył Michał Tkaczyński, autor filmów “I Bóg umarł” oraz “Andrzej Iwiński”. Kolejne nagrody przypadły wówczas Arturowi Postrzechowi, Małgorzacie Kozakowskiej i Krzysztofowi Kamińskiemu.

    Autor artykułu: (vig)

    “Gaude Water”

    July 22nd, 2002

    Z powodu fatalnej awarii rury wodociągowej w budynku przy ulicy Dąbrowskiego 1 zniszczona została część galerii Ośrodka Promocji Kultury “Gaude Mater”. Pękła stara rura (tak zwany pion) w liczącym sobie kilkadziesiąt lat budynku. Zalany został główny hol i galeria ośrodka, a także znajdująca się poniżej kawiarnia. – To nie pierwsza awaria – mówią pracownicy ośrodka. – Rury w tym budynku już dawno powinny być wymienione.

    Prawdopodobnie zniszczeniu ulegnie znaczna część podwieszanego sufitu galerii, odnowienia będą także wymagały ściany. Podobne straty poniesie kawiarnia. Nie ucierpiał nikt z mieszkańców budynku, Jednak przez kilka godzin wszyscy byli pozbawieni wody, którą trzeba było odciąć do czasu usunięcia usterki przez ekipę techniczną.

    Autor artykułu: (zab)

    Trenerskie roszady

    July 19th, 2002

    Drużyny ligowe rozpoczęły przygotowania do sezonu 2002/2003. GKS 71 Tychy nadal prowadził będzie Andrzej Płatek, podobnie jak Unię Bieruń – Bogdan Wilk. W MKS Lędziny rozpoczął pracę Kazimierz Szachnitowski, który ostatnio pracował w GTS Bojszowy, gdzie z kolei zastąpi go Gerard Lichecki.

    Zajęcia z piłkarzami Piasta Bieruń rozpoczął dotychczasowy szkoleniowiec trener Emil Głos. W Ogrodniku Tychy zawodnicy grać będą pod wodzą trenerskiego duetu Karol Grzesik – Stanisław Kois.

    Autor artykułu: (les)