Archive for February, 2009

Jednak Rafael?

Monday, February 23rd, 2009

Dr Zdzisław Jedynak odczytał napis na rewersie rysunku, którego autorem jest najprawdopodobniej Rafael. Rysunek należy do zbiorów Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach. O odnalezieniu tego arcydzieła pisaliśmy już w grudniu ubiegłego roku. Teraz okazuje się, że osoba sporządzająca opis, ponad sto lat temu, na rewersie rysunku była przekonana, że jest to autentyk.

Wczoraj rozmawialiśmy z dr Zdzisławem Jedynakiem, historykiem z Archiwum Państwowego w Katowicach. To on odkrył, że ledwie czytelny napis nie jest — jak mniemano wcześniej — sporządzony po niemiecku, ale po niderlandzku i pochodzi z końca XIX w. lub początku wieku XX. Oto jego treść: „To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”, a u dołu karty podpis — „Raffael d`Urbino”.

Już w tamtym roku wiadomo było, że papier, na którym jest rysunek, jest włoski i pochodzi z czasów Rafaela. Świadczą o tym m.in. znak wodny i biel wykorzystana do cieniowania rysunku. Prace nad tym prowadzili naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Badaczy zmylił jednak ślad, świadczący o tym, że na starej kresce ktoś wykonał drugą — poprawiając blaknący szkic. Wykazały to badania w podczerwieni i ultrafiolecie. Z powodu tej podwójnej kreski niektórzy eksperci powątpiewali w autentyczność rysunku. Dziś, dzięki pracy dr Jedynaka mamy kolejny dowód na autorstwo Rafaela.


Dr Zdzisław Jedynak:

Od kilku lat zarówno znawców sztuki fascynuje tajemniczy szkic do jednego z arrasów watykańskich, przedstawiającego scenę wręczenia kluczy św. Piotrowi przez Chrystusa.

Wiadomo, że arrasy te powstały według projektu Rafaela. W Muzeum Wiktorii i Alberta (Victoria and Albert Museum) w Londynie zachowały się kartony wykonane przez uczniów Rafaela (zwłaszcza Giulio Romano), według których warsztat w Brukseli wykonał słynne arrasy do Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Rysunek Rafaela, przedstawiający tę scenę w całości, i szkic głowy jednego z apostołów zachowały się w Luwrze w Paryżu.

Rysunki te należały w I połowie XVIII wieku do Filipa, księcia Orleanu, francuskiego następcy tronu. Dzieła sztuki znajdujące się zarówno w zbiorach królewskich (w Luwrze), jak też w pałacu następcy tronu, zostały opublikowane w postaci przerysów, bo innej możliwości oczywiście wówczas jeszcze nie było, przez Crozat. Egzemplarz tej książki (z dawnych zbiorów Sołtyka) posiada Biblioteka Jagiellońska w Krakowie. Nie ma więc wątpliwości, że obydwa rysunki z Paryża są autentycznymi szkicami Rafaela.

Dzięki uprzejmości Dominika Cordellier, który wydał katalog znajdującej się tam grafiki i rysunków włoskich, otrzymałem ich kopie. Wyraził on również swoją opinię na temat szkicu katowickiego na podstawie przesłanej mu reprodukcji. Sądzi on mianowicie, że szkic katowicki jest dawną kopią (trudno powiedzieć jak dawną) rysunku paryskiego.

Szkic katowicki jest obecnie przedmiotem badań naukowych w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sądzę, że mój artykuł będzie małym przyczynkiem do ustalenia okoliczności powstania i sprowadzenia do Katowic tego fascynującego rysunku.

Dzięki uprzejmości ks. dr Henryka Pyki otrzymałem fotografię zarówno awersu jak też rewersu tego szkicu. Chcę tutaj zwrócić uwagę na napis na rewersie. Ponieważ mam dużą wprawę w odczytywaniu dawnych tekstów, a zwłaszcza niemieckich sporządzonych pismem zwanym u nas neogotykiem, postanowiłem podjąć się odczytania napisu na odwrocie szkicu. Początkowo wydawało mi się, że jest on po niemiecku. Kształt napisu wskazuje na czas powstania od końca XIX do pierwszej ćwierci XX wieku. Napis umieszczono po zdublowaniu szkicu płótnem.

Jednak po szczegółowej analizie kształtu poszczególnych liter napisu i porównaniu wyrazów w słowniku okazało się, że treść napisu jest wprawdzie identyczna, ale tekst został sporządzony nie po niemiecku, lecz w najbardziej do niego podobnym języku, to znaczy po niderlandzku. Brzmi on bowiem następująco: „Dat is de original Techening, wat was print bij Crosat – XL, pag. 16”. („To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”). U dołu tą samą ręką napisano, aby nie było wątpliwości, kto jest autorem drugostronnego szkicu: „Raffael d`Urbino”.

Języki niemiecki i niderlandzki są do siebie tak podobne, jak polski do czeskiego czy słowackiego. Dawniej język ten określano holenderskim, ale ponieważ jest on używany także w Belgii, gdzie określano go jako flamandzki, przyjęto jedną nazwę – „niderlandzki”. Słusznie, ponieważ Niderlandy tworzyły od średniowiecza wspólny kraj, a podział na Belgię i Holandię dokonany w wyniku wojen religijnych w XVI i XVII wieku był w dużym stopniu sztuczny. Aby nie używać nazwy „holenderski” w odniesieniu do Belgii, gdzie znaczącą rolę odgrywał francuski, stosowano sztuczną nazwę „flamandzki”, a jest to tylko dialekt niderlandzkiego.

Podsumowując można więc stwierdzić, że katowicki rysunek trafił tutaj poprzez Holandię, bo raczej nie przez Belgię, gdzie napis byłby wykonany przypuszczalnie po francusku.

Autor artykułu: (man)

Szkic Rafaela

Monday, February 23rd, 2009

Szkic, który znajduje się w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach, najprawdopodobniej został wykonany przez Rafaela!

Od kilku lat zarówno znawców sztuki fascynuje tajemniczy szkic do jednego z arrasów watykańskich, przedstawiającego scenę wręczenia kluczy św. Piotrowi przez Chrystusa.

Wiadomo, że arrasy te powstały według projektu Rafaela. W Muzeum Wiktorii i Alberta (Victoria and Albert Museum) w Londynie zachowały się kartony wykonane przez uczniów Rafaela (zwłaszcza Giulio Romano), według których warsztat w Brukseli wykonał słynne arrasy do Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Rysunek Rafaela, przedstawiający tę scenę w całości, i szkic głowy jednego z apostołów zachowały się w Luwrze w Paryżu.

Rysunki te należały w I połowie XVIII wieku do Filipa, księcia Orleanu, francuskiego następcy tronu. Dzieła sztuki znajdujące się zarówno w zbiorach królewskich (w Luwrze), jak też w pałacu następcy tronu, zostały opublikowane w postaci przerysów, bo innej możliwości oczywiście wówczas jeszcze nie było, przez Crozat. Egzemplarz tej książki (z dawnych zbiorów Sołtyka) posiada Biblioteka Jagiellońska w Krakowie. Nie ma więc wątpliwości, że obydwa rysunki z Paryża są autentycznymi szkicami Rafaela.

Dzięki uprzejmości Dominika Cordellier, który wydał katalog znajdującej się tam grafiki i rysunków włoskich, otrzymałem ich kopie. Wyraził on również swoją opinię na temat szkicu katowickiego na podstawie przesłanej mu reprodukcji. Sądzi on mianowicie, że szkic katowicki jest dawną kopią (trudno powiedzieć jak dawną) rysunku paryskiego.

Szkic katowicki jest obecnie przedmiotem badań naukowych w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sądzę, że mój artykuł będzie małym przyczynkiem do ustalenia okoliczności powstania i sprowadzenia do Katowic tego fascynującego rysunku.

Dzięki uprzejmości ks. dr Henryka Pyki otrzymałem fotografię zarówno awersu jak też rewersu tego szkicu. Chcę tutaj zwrócić uwagę na napis na rewersie. Ponieważ mam dużą wprawę w odczytywaniu dawnych tekstów, a zwłaszcza niemieckich sporządzonych pismem zwanym u nas neogotykiem, postanowiłem podjąć się odczytania napisu na odwrocie szkicu. Początkowo wydawało mi się, że jest on po niemiecku. Kształt napisu wskazuje na czas powstania od końca XIX do pierwszej ćwierci XX wieku. Napis umieszczono po zdublowaniu szkicu płótnem.

Jednak po szczegółowej analizie kształtu poszczególnych liter napisu i porównaniu wyrazów w słowniku okazało się, że treść napisu jest wprawdzie identyczna, ale tekst został sporządzony nie po niemiecku, lecz w najbardziej do niego podobnym języku, to znaczy po niderlandzku. Brzmi on bowiem następująco: „Dat is de original Techening, wat was print bij Crosat – XL, pag. 16”. („To jest oryginalny rysunek, który był reprodukowany (wydrukowany) u Crozat`a, numer 40, strona 16”). U dołu tą samą ręką napisano, aby nie było wątpliwości, kto jest autorem drugostronnego szkicu: „Raffael d`Urbino”.

Języki niemiecki i niderlandzki są do siebie tak podobne, jak polski do czeskiego czy słowackiego. Dawniej język ten określano holenderskim, ale ponieważ jest on używany także w Belgii, gdzie określano go jako flamandzki, przyjęto jedną nazwę – „niderlandzki”. Słusznie, ponieważ Niderlandy tworzyły od średniowiecza wspólny kraj, a podział na Belgię i Holandię dokonany w wyniku wojen religijnych w XVI i XVII wieku był w dużym stopniu sztuczny. Aby nie używać nazwy „holenderski” w odniesieniu do Belgii, gdzie znaczącą rolę odgrywał francuski, stosowano sztuczną nazwę „flamandzki”, a jest to tylko dialekt niderlandzkiego.

Podsumowując można więc stwierdzić, że katowicki rysunek trafił tutaj poprzez Holandię, bo raczej nie przez Belgię, gdzie napis byłby wykonany przypuszczalnie po francusku.

Autor artykułu: Zdzisław Jedynak

Dość głupiej śmierci!

Monday, February 23rd, 2009

Zabójcza prędkość, niewłaściwe wyprzedzanie, zmęczenie kierowcy – to wspólny mianownik ostatnich wypadków drogowych, którymi żyła cała Polska.

Przypomnijmy: w piątek w wypadku autokaru zginęło kilkanaście osób, w sobotę rozbiła się Otylia Jędrzejczak. Kilka dni wcześniej Polską wstrząsnęła informacja o śmierci w wypadku drogowym siatkarza Arkadiusza Gołasia, a na Śląsku zginął kandydat na prezydenta, związkowiec Daniel Podrzycki.

Polska jest na pierwszym miejscu pod względem ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Unii Europejskiej. W Polsce na 100 wypadków ginie 11 ludzi, zagrożenie na drodze jest dwukrotnie większe, niż w każdym innym europejskim kraju!

– Musimy sobie zdać sprawę, że to nie tylko stan dróg wpływa na koszmarne statystyki, a również błędy naszych kierowców – mówi podisnpektor Grzegorz Tabinowski z wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Na Śląsku statystyki nie odstają od średniej krajowej. Od stycznia do września było w naszym regionie 3811 wypadków, zginęło w nich 231 osób.

Bruksela zobowiązała nasz rząd, by do 2010 roku doprowadzić do znacznego ograniczenia liczby wypadków i ofiar śmiertelnych. O tym, że to możliwe, dowodzi przykład m.in. Francji, która w ciągu minionych 30 lat ograniczyła liczbę ofiar śmiertelnych wypadków aż ośmiokrotnie. Tamtejsi eksperci są zgodni: sukces był możliwy dzięki… ucywilizowaniu zachowania kierowców.

Do tragicznego wypadku doszło wczoraj na ulicy Oświęcimskiej w Mysłowicach. – Jadący w stronę Oświęcimia opel vectra zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka minibusem linii Katowice-Mysłowice. Zginął kierowca samochodu osobowego – poinformował na miejscu zdarzenia nadkomisarz Zbigniew Mulczyk, naczelnik sekcji ruchu drogowego z Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.

Policjanci będą wyjaśniać przyczyny wypadku, ale wstępna ocena i zeznania świadków wskazują, że przepisy złamał kierowca opla. 24-latek zjechał na przeciwległy pas ruchu, przejeżdżając podwójną linię ciągłą. W wyniku zderzenia z minibusem kierowca samochodu osobowego zginął na miejscu. Wskazówka licznika w oplu zatrzymała się na 90 km/h. – To teren zabudowany, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę – komentuje Mulczyk.

Do zdarzenia doszło kilka minut po godz. 15.00. – Jechałem akurat do pracy autobusem linii 149. Nagle autobus gwałtownie zahamował. Widać już było, że na drodze w kierunku Katowic zdarzył się wypadek. Kierowca wypuścił nas natychmiast z autobusu. Na środku jezdni stał całkowicie sprasowany z przodu biały samochód osobowy, zobaczyłem ciało kierowcy, dosłownie wgniecione w silnik. Na trotuarze stał duży, niebieski mikrobus z rozbitym bokiem maski. Pasażerów już nie było. Widocznie wcześniej bardzo szybko zabrało ich pogotowie. Na jezdni było pełno szkła z powybijanych szyb – opowiada Maciej Szczepka, który zjawił się na miejscu wypadku chwilę po zderzeniu samochodów. – Zaraz przyjechało pogotowie, policja i straż pożarna. Strażacy próbowali otwierać przednie drzwi opla przy pomocy haka i liny.

Ranny pasażer opla oraz kierowca i 9 pasażerów minibusa zostali przewiezieni do Szpitala nr 2 w Mysłowicach. Nikt nie znajdował się w ciężkim stanie. Ranni mieli złamane kończyny i inne obrażenia ciała.


Grzechy główne polskich kierowców

  • przekraczanie dozwolonej prędkości
  • niestosowanie się do znaku zakazu wyprzedzania
  • przekraczanie linii podwójnej ciągłej
  • jazda bez pasów bezpieczeństwa
  • niestosowanie się do sygnałów świetlnych
  • wyprzedzanie na przejściach dla pieszych i bezpośrednio przed nimi
  • niestosowanie się do zakazu zatrzymywania lub postoju
  • jazda pod wpływem alkoholu według danych komendy głównej policji

  • Przemawiamy do wyobraźni i… kieszeni

    Rozmowa z asp. szt. Jackiem Pytlem z zespołu prasowego Śląskiej Komendy Policji w Katowicach

    DZ: W ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do serii niebezpiecznych wypadków. To tragiczny zbieg okoliczności?

    JP: Wpływ na to mogła mieć pogoda. Zaczęła się jesień, a więc warunki atmosferyczne diametralnie się zmieniły. Nie chodzi tylko o to, co dzieje się na zewnątrz samochodu: mgły, śliska jezdnia, deszcze. Pogarsza się także samopoczucie i kondycja kierujących. Wolniej reagujemy na nagłe sytuacje, jesteśmy mniej ostrożni. Naciskamy na pedał gazu, nie pamiętając o wydłużonej podczas słoty drodze hamowania.

    DZ: W ciągu ostatniego roku na naszych drogach pojawiło się wiele używanych samochodów, sprowadzonych z zagranicy. Ich stan techniczny przeważnie nie jest najlepszy. Jaki to ma wpływ na liczbę wypadków?

    JP W 2004 roku na polskich drogach doszło do ponad 51 tysięcy wypadków. Rannych w nich zostało 64.661 osób. Liczba zabitych przekroczyła 5700 osób. Rok wcześniej w wypadkach zmarło 5.640 osób. Od 1997 roku do 2003 liczba wypadków systematycznie malała. Podobnie – rannych i zabitych. W 2004 i 2005 roku te przerażające dane statystyczne niestety zaczęły piąć się w górę. Dzieje się tak między innymi dlatego, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej zaczęły do nas napływać dziesiątki tysięcy samochodów z zagranicy. Są tanie, ale też niebezpieczne.

    DZ: Czy policja ma pomysł na ograniczenie liczby wypadków? Dzięki akcjom profilaktycznym udało się to m.in. we Francji.

    JP Zaczynamy od wychowywania i rozmawiania z dziećmi w przedszkolach i szkołach. Na Śląsku te placówki odwiedza nasza garnizonowa maskotka Sznupek. Dzieci są uczone m.in. jak zachowywać się na drogach. Pracujemy także nad obecnymi uczestnikami ruchu drogowego. Organizowane są cykliczne akcje mające zwiększyć bezpieczeństwo podczas powrotów z długich weekendów, wakacji. Trwa właśnie akcja mająca zmusić kierowców i pasażerów do zapinania pasów. Oporni płacą mandaty i dostają punkty karne. Przygotowujemy się do corocznej akcji „Znicz”, łapiemy pijanych kierowców. Oprócz tego w telewizji i na bilboardach wielokrotnie pokazywano drastyczne zdjęcia z wypadków drogowych. Mamy nadzieję, że to podziała na wyobraźnię kierowców.


    Dlaczego polskie drogi są tak niebezpieczne, jak zmniejszyć zagrożenie – czekamy na Państwa opinie: j.bombor@dz.com.pl

    Autor artykułu: Jacek Bombor, Aldona Minorczyk – Cichy